Ten slogan wymyślono w czasach Gierka. Autorem był wysoko postawiony aparatczyk partyjny. Hasło „Polak potrafi” budowało dumę z tego, że Polska kupowała kompletne zakłady przemysłowe i produkowała w nich w miarę nowoczesne wyroby. Prasa i telewizja trąbiły o sukcesach, milcząc jednocześnie, że zakupy były na kredyt. Później zaczęły się kłopoty, ale hasła nie porzucono, chociaż rzadziej używano. Miało łagodzić społeczną ocenę załamującej się gospodarki.

Teraz z prawdziwą przykrością doszedłem do wniosku odmiennego od tego promowanego dawniej. Wstyd mi publicznie o tym mówić, ale wydaje mi się, że „Polak nie potrafi”. Nie chodzi oczywiście o nas wszystkich, o miliony ludzi, którzy ciężko pracują, tylko o tych, na których zwrócone są oczy. Za Gierka można było sporo ukryć, działała cenzura, a szczególnie upartych krytyków systemu zamykano w więzieniach. No i techniczne możliwości przekazywania krytycznych informacji były znikome.  Nie istniał internet, telewizja, tak jak dzisiaj zresztą, tłukła rządową propagandę, a drukowane nocami ulotki docierały do niewielu. Ale i tak nie dało się ukryć bankructwa systemu.

Dzisiaj jest inaczej, informacje rozchodzą się z szybkością światła i mimo wysiłków TVP ludzie wiedzą znacznie więcej, niż im ta telewizja opowiada. Bardzo smutna to wiedza, dotyczy bowiem sytuacji, w którą nas wmanewrowano i na którą absolutnie nie zasługujemy. Codziennie otrzymujemy nowe newsy, że ci, od których tak wiele zależy, nie potrafią.

Kierowanie państwem nie jest rzeczą trudną, jeśli rządzący mają wysokie kwalifikacje intelektualne i moralne oraz chcą czynić z nich użytek. Sensem polityki jest najpierw zdobycie a później utrzymanie władzy. Ta reguła dotyczy wszystkich i wszędzie. Mądrzy politycy starają się zbudować wokół siebie struktury doradców, ekspertów, konsultantów, które dają dużą, sprawdzoną wiedzę. Wtedy nie poruszają się po omacku. Inny model szybko bankrutuje, ale jest to bardzo bolesna agonia. Najmniej cierpią rządzący, bo w myśl zasady rząd sam się wyżywi, do ostatniej minuty w urzędzie korzystają z apanaży władzy. Najgorzej mają ci, którzy wiedzą, że może powinno być lepiej, ale nie są w stanie zmian dokonać.

Pisząc ten tekst, rzucałem okiem na telewizor, pokazywano wywiad prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro dla amerykańskiej sieci. Misternie utrefiony, prymitywny facet ubrany w garnitur za kilka tysięcy dolarów z wartym 100 tysięcy dolarów zegarkiem na ręce przekonywał dziennikarza, że za kłopoty jego kraju odpowiada Ameryka. Czyli wróg zewnętrzny. Każdy matoł na najwyższym stanowisku chętnie tego argumentu używa. Trzyma się władzy, żyje w luksusie, podczas gdy ludzie egzystują w skrajnej nędzy. Na krawędzi głodu, przy załamaniu opieki zdrowotnej, w przygnębiającym nastroju całkowitej klęski. A przecież Wenezuela była kiedyś krajem kwitnącym, bogatym i szczęśliwym. Tak ją załatwili tępi, bezwzględni politycy.

W Polsce jest na szczęście zupełnie inaczej, chociaż pewne mechanizmy potencjalnej klęski można zauważyć. Rządzenie krajem nie jest tak skomplikowane jak technika rakietowa, ale wiedzy i umiejętności wymaga sporo. Obu tych cech nie widać w życiu publicznym. Ministrowie są przerzucani z miejsca na miejsce według nieprzeniknionych decyzji najwyższego przywódcy. Sami mają niewielkie lub żadne doświadczenie w działaniach publicznych, wyciągani z prowincjonalnych posadek. Otoczeni są dobrze płatnymi urzędnikami, którzy wiedzą jeszcze mniej. Rządzenie odbywa się po omacku, metodą prób i błędów. Tych ostatnich jest coraz więcej i irytująca propaganda nie może ich ukryć.

Nie zasługujemy na taki system. Jesteśmy o wiele lepsi niż oni. Potrafimy pracować, tworzyć, zarabiać. Chcemy budować międzynarodową siłę i autorytet Polski. Mieć dużo do powiedzenia w Europie i na świecie. Odzyskać respekt, którym nas obdarzano 30 lat temu. Po prostu poszliśmy w złym kierunku.

To, co piszę, dotyczy przede wszystkim aktualnej ekipy rządzącej, ale problem jest szerszy. Tak zwane elity, i te u władzy, i te z opozycji, nie mają nam nic do zaproponowania. Gdzieś zniknęła zbiorowa mądrość, z której słynęliśmy i odpowiedzialność, za którą nas chwalono. Zewsząd słychać opinie, że pandemia wirusa zmieni wszystko. Bardzo się boję, czy ta zmiana dla nas nie będzie na gorsze. Bo Polacy potrafią, ale ci nieliczni, od których tak wiele zależy, niestety nie. Codziennie tego dowodzą.

Tadeusz Jacewicz


Poprzedni artykułNumer 93