Dziwny jest ten pozorny brak logiki. Zaparkowanie samochodu w centrum miasta wymaga pogłębionej wiedzy informatycznej, a wyprawa samolotem wiąże się z wielokrotnym użyciem komputera. Złoczyńcy też nie rabują pieniędzy w ciemnych zaułkach, tylko zręcznie przelewają je z konta nieostrożnego posiadacza na własne. Wszystko wydaje się logiczne, skalkulowane, technicznie doskonałe. Ludzie z techniki korzystają, ale rządzą nimi coraz silniej nie wykalkulowane, chłodne argumenty, a emocje. Takie same, jakie tkwią w człowieku od czasów jego bytowania w jaskini. Z jedną zasadniczą różnicą. Dawniej emocje odczuwało najbliższe otoczenie, dzisiaj błyskawicznie rozlewają się przez internet na cały kraj czy nawet świat. Są ważniejsze i silniejsze, niż kiedykolwiek.
Wpadła mi w ręce informacja z USA. Ponad 50 proc. Amerykanów podejmuje ważne decyzje pod wpływem emocji. Pozostali posługują się argumentami racjonalnymi, ale z mniejszym lub większym udziałem huśtawki nastrojów. Ta trudna do zdefiniowania sfera reakcji serca raczej niż umysłu nie tylko nie zanika, ale rozkwita. W polityce, biznesie, życiu społecznym rządzą emocje. Wygrywają ci, którzy to zrozumieli i potrafią wykorzystać. Przegrywają tacy, którzy w porę nie dostrzegli tej narastającej fali.
Przykład Donald Trumpa i Jarosława Kaczyńskiego dobrze to ilustruje. Dzieli ich wszystko. Fryzura, postawa, sposób życia i jego użycia. Łączy jedno: wielka przenikliwość polityczna, polegającą na odkryciu, że sukces dają nie zawiłe programy, najeżone liczbami i trudnymi definicjami, a dotarcie do ludzkich kompleksów. Ich zręczne wykorzystanie, jasne określenie wrogów każdego obywatela, nie musi być prawdziwe. Wystarczy, żeby dobrze brzmiało i było często powtarzano. Ludzie chętniej wierzą w zło niż w dobro. Popierają przywódcę, który obiecuje im pokonania wroga.
Bardzo szkodliwa to strategia. Wiele niszczy, niczego nie buduje. Ułatwia zdobycie władzy, ale też gwarantuje jej utratę. Złe emocje skutecznie mobilizują w początkowej walce. Później trzeba je nieustannie podsycać, aż w końcu zabraknie paliwa. Wtedy nieunikniona jest przegrana.
Dobre emocje nie są tak szybko skuteczne. Działają wolniej, dłużej, wymagają sporo pracy. Politycy mają co kilka lat wybory, więc nie chcą ryzykować i operują agresywną retoryką. Walczą o swoje kariery tak, jak potrafią. A często tylko potrafią robić publiczną wrzawę, pokrzykiwać i rzucać inwektywami w tych, których uważają za wrogów.
W biznesie jest zupełnie inaczej. Tam tez trafiają się ambitni wodzowie, nastawieni na niszczenie konkurencji, ale ich kariera jest na ogół krótkotrwała i kończy się smętnie. Sukces odnoszą ludzie z rozległymi i sprawnymi antenami wychwytującymi nastroje społeczne. Największe zaś osiągnięcia są udziałem tych, którzy nie szukają wrogów, tylko przyjaciół lub współpracowników, nikogo i nic nie niszczą, tylko tworzą i budują. Wierzą, że każdy człowiek ma w sobie jakiś obszar dobra i chcą z nim współpracować.
Taki jest Władysław Grochowski, prezes Arche S.A. Wyjątkowy człowiek i nietypowy lider biznesu. Zdecydowanie odrzuca amerykańską koncepcję, że biznes to to walka. Jest głęboko przekonany, iż prowadzenie interesów to współdziałanie, uwzględnianie potrzeb i szanowanie poglądów innych. Współpraca, a nie walka jest dla Pana Władysława nowoczesną formułą biznesu. Tworzącego pieniądze, budującego dobrobyt, znającego potrzeby ludzi i rzetelnie, niezawodnie, przyjaźnie na nie odpowiadające.
To, co robi Prezes Grochowski ma wielki walor makrospołeczny. Minęło już prawie 37 lat od zmiany systemu, ale nadal mamy jeszcze ekonomiczne antyciała zainstalowane przez komunizm. Wielu ciągle uważa przedsiębiorców za „prywaciarzy”, którzy są napędzani wyłącznie niską żądzą zysku, który potem przeznaczają na oszalałą konsumpcję. Żaden rząd ani też setki organizacji biznesu, nie zdołały doprowadzić do świadomości społecznej, że przedsiębiorca jest twórcą pieniędzy. Dla siebie i rodziny, dla zatrudnionych pracowników, dla państwa, które wydaje te pieniądze na bezpieczeństwo, opiekę zdrowotną, szkoły, autostrady – na wszystko, czego potrzebujemy. Ten twórca powinien być popierany, szanowany i wspomagany. W interesie nas wszystkich, dla budowy wielkiej, bezpiecznej, wspaniałej Polski.
Kilkanaście lat temu świat zrozumiał, że trzeba te prawdy energicznie prezentować. Powstała koncepcja CSR (Corporate Social Responsibility – Odpowiedzialność Społeczna Biznesu), później rozszerzono ją na ESG (Environment, Social, Governance – Środowisko, Odpowiedzialność Społeczna, Prawidłowe Zarządzanie). Były to sygnały pojawienia się kapitalizmu z ludzką twarzą.
Władysław Grochowski stosował te zasady od 35 lat, czyli od początku działania jako przedsiębiorca. Nie wyczytał ich z mądrych dzieł teoretyków biznesu. One tkwią w jego sercu, umyśle i postawie życiowej. W USA byłby tytularnym profesorem Harvardu, na jego wykłady przychodziliby etatowi profesorowie tej uczelni. W Polsce musi potykać się z nieustannie kochającymi mówić „nie” urzędnikami i obojętnością władz. A robi rzeczy wspaniałe. Przywraca życiu ruiny zabytków, ożywia senne miejscowości, daje Polakom możliwości odpoczynku po rozsądnych cenach w kilkudziesięciu miejscach kraju. Tworzy pieniądze w wyjątkowo elegancki, szlachetny sposób.
Zatrudnia więźniów, fundacja Pani Leny Grochowskiej otacza opieką niepełnosprawnych. Przyjął tysiące uchodźców z Ukrainy po wybuchu wojny. Stworzył „System Arche”, który pozwala inwestorom z niewielkimi pieniędzmi korzystanie z hotelowych zysków po zakupie hotelowych pokojów.
Buduje naszą przyszłość w sposób bardzo elegancki i skuteczny. Tworzy dobre emocje, których teraz tak brakuje. Zasługuje na wielki szacunek.
Tadeusz Jacewicz



