Z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku zamieszczamy w tym wydaniu magazynu obszerny wywiad z Wojciechem Kostrzewą, prezesem Polskiej Rady Biznesu. To bardzo szanowana organizacja, która wkrótce będzie obchodzić 35-lecie istnienia. Jest niemal rówieśniczką nowej Polski i dużo dobrego wniosła do jej tworzenia i rozwijania. Członkowie PRB, stu wybitnych przedsiębiorców, reprezentują interes tak własnego biznesu, jak i szeroko pojętej polskiej gospodarki.
W każdym nowoczesnym kraju są takie organizacje, wysoko cenione, cieszące się dużym autorytetem, znane i wspierane przez społeczeństwo. Ułatwiają tworzenie porządku ekonomicznego, umożliwiają porozumienie świata polityki z ludźmi budującymi siłę gospodarczą państwa i dobrobyt społeczeństwa. Im więcej dialogu, chęci rozsądnej współpracy obu stron, tym lepsze wskaźniki gospodarcze, bezpieczeństwo i rozwój cywilizacyjny kraju. Taka współpraca służy wszystkim.
Przy licznych zasłużonych komplementach, jakie polską gospodarkę spotykają, trzeba pamiętać o nękających ją trudnościach. Najważniejszą przeszkodą jest, moim zdaniem, brak jasnego, twardo i często powtarzanego stwierdzenia: Gospodarka jest najważniejsza, musi mieć wsparcie państwa i społeczeństwa. Prezydent Bill Clinton kiedyś to uświadomił Amerykanom, mówiąc: „It’s economy, you fool” (gospodarka, głupcze). Niezbyt grzecznie przypomniał rodakom aktualność tego, w co wierzyli od pokoleń, budując legendę bogatą supermocarstwa. Przywódcy tego supermocarstwa mogą mieć różne ambitne pomysły, ale nigdy
nie naruszają one interesów gospodarki. Skutki tego można gołym okiem oglądać – i podziwiać.
Nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek z naszych wielkich polityków tak priorytet gospodarki eksponował. Żeby powiedział: przedsiębiorcom należy się ogromny szacunek i przyjazna pomoc wszystkich urzędów i instytucji państwa, bo to oni są twórcami pieniędzy. Na wszystko, co najważniejsze – bezpieczeństwo, opiekę zdrowotną, pomoc społeczną, oświatę, zdobycze cywilizacji. Dobrobyt tworzy kapitał połączony z pracą, przedsiębiorcy ten mechanizm uruchamiają i sprawnie prowadzą. Im będzie im łatwiej, im mniej spotykają przeszkód, tym lepiej będziemy żyć.
Niby proste prawdy, a bardzo rzadko są przypominane. Warto to uporczywie robić, bo biznes nękają dwie plagi. Pierwsza została celowo stworzona przez komunistów, którzy z tzw. inicjatywy prywatnej, czyli nielicznych rzemieślników, handlowców i drobnych wytwórców uczynili wroga publicznego. Tolerowali ich istnienie, bo łagodzili absurdy księżycowej gospodarki, ale represje i obelgi były na porządku dziennym. Drobnych przedsiębiorców traktowano jak patologiczną narośl na państwowej gospodarce, wyzyskiwaczy uczciwych ludzi i oszustów. Władza ich niszczyła, obywatele zazdrościli pieniędzy, ale uważali „prywaciarzy” za złodziei.
Ta instytucjonalna podejrzliwość, za którą idą bolesne działania represyjne, jakimś cudem ciągle kwitnie. W najlepszym razie spotyka się z obojętnością, w najgorszym z poklaskiem. Mimo że krajowy biznes uniknął patologii oligarchów oraz bezkarnego okradania społeczeństwa przez władzę i jej zauszników przy okazji zmian systemu. Widać to szczególnie w Rosji, ale i w innych postkomunistycznych państwach jest w tej dziedzinie gorzej niż w Polsce. Nasi liderzy rankingu najbogatszych zachowują się bardzo przyzwoicie, odpowiedzialnie społecznie, nie rażą wulgarną konsumpcją i nie epatują bogactwem. Niemniej nie są bohaterami publicznie szanowanymi i oklaskiwanymi. Ulicami polskich miast przechodzą setki demonstracji w najróżniejszych sprawach, ale marszu poparcia biznesu jakoś nie pamiętam. W USA Elon Musk czy Jeff Bezos cieszą się popularnością większą od gwiazd Hollywood czy estrady. A czy w Polsce przeciętny człowiek zna nazwisko naszego największego biznesmena i z uwagą słucha tego, co ma do powiedzenia? Byle celebryta budzi większe zainteresowanie mediów niż przedsiębiorca, który tysiącom ludzi daje pracę i płaci setki milionów podatków.
Najbardziej mnie martwi jednak obsesja aparatu państwowego, kontaktującego się najczęściej z biznesem, czyli służb skarbowych. Gołym okiem widać, że ich pracownicy uważają przedsiębiorców za złodziei, krętaczy, oszustów. Trzeba ich ścigać, łapać, niekiedy aresztować, niszczyć ich firmy, które często zatrudniają setki pracowników. Mogę sobie wyobrazić, że inspektor, który złapie przedsiębiorcę na błędzie podatkowym (podkreślam – na błędzie, nie na popełnionym z premedytacją przestępstwie), dostaje nagrody i awansuje. To, że państwo, niszcząc przedsiębiorcę, powoduje zamknięcie firmy, utratę niekiedy setek miejsc pracy i stratę wielu milionów na podatki w przyszłości, nikogo nie interesuje.
Musimy pozbyć się tych upiorów z dawnych lat. Marzę o czasie (i wierzę, że kiedyś nadejdzie), kiedy urzędy skarbowe będą pilnowały płacenia podatków, ale też dbały o rozwój przedsiębiorstw, co gwarantuje zwiększenie wpływów finansowych państwa w przyszłości. Kiedy pod jednym dachem znajdą się rozsądni, doświadczeni specjaliści, którzy będą tępić podatkowych oszustów, ale też pomagać tym, którzy popełnili błąd i chcą go naprawić. Państwo, które tworzy co roku tysiące stron nowych przepisów, musi czuć się zobowiązane do ich wiążącej interpretacji na każde zapytanie podatnika. Radośnie pokazywane w telewizji obrazki przedsiębiorców wyprowadzanych przez funkcjonariuszy w kominiarkach z nosem przy ziemi o 6 rano z domów nie jest demonstracją siły państwa. To pokazuje jego bezradność w najważniejszym obszarze naszego życia, gdzie musi rządzić rozwaga, odpowiedzialność, profesjonalizm i zwykła przyzwoitość. A politycy chętnie temu patronują, zakładając, że wyborcy lubią, jak tym bogatym przetrzepie się skórę.
Mamy w tej dziedzinie strasznie dużo do zrobienia, ale pójdzie szybko przy powszechnym poparciu społecznym. Pod warunkiem że zmiana nastawienia do biznesu nie będzie kilkumiesięczną akcją, że będziemy ze sobą spokojnie rozmawiać i stale pamiętać, że „gospodarka jest najważniejsza”. Dlatego z taką satysfakcją zamieszczamy wywiad z prezesem Polskiej Rady Biznesu Wojciechem Kostrzewą, który zaprasza wszystkich zainteresowanych do rozmowy o gospodarce. Czyli o przyszłości Polski. Mamy wielkie szanse kontynuacji dotychczasowych sukcesów i w tym chaotycznym świecie pełnym wyzwań i zagrożeń nie możemy ich zmarnować.
Tadeusz Jacewicz



