Szanowni Państwo,
Czasy są niepokojone i może nie powinniśmy pisać o denerwujących sprawach, ale poczucie dziennikarskiego obowiązku do tego zmusza. Główny materiał numeru poświęcony został zdumiewającemu i niepokojącemu zjawisku, jakie coraz wyraźniej widać. Jest nim prowadzenie przez przywódców polityki, która bardzo ściśle wiąże się z funkcjonowaniem mechanizmów władzy, ale służy budowaniu prywatnego majątku prezydenta czy premiera. Nie dotyczy to przy tym zagubionych gdzieś w buszu bananowych republik, jak to zwykle bywało. Teraz widzimy te praktyki w dwóch supermocarstwach, Rosji i Ameryce.
W Rosji zjawisko prywatyzacji państwa ma długą i nieprzerwaną historię. Całe dynastie carów uważały się za właścicieli Rosji. Później komuniści mówili o rządach robotników i chłopów, ale traktowali ich jak niewolników, a partyjni aparatczycy skutecznie zastąpili dawne carskie ośrodki władzy. Teraz zaś Władimir Putin nikomu się z niczego nie tłumaczy. Stworzył system, w którym gigantyczne bogactwa naturalne kraju i grupa ludzi ich eksploatujących dostarcza przywódcy wszystkiego, czego zażąda. Uzbierał już majątek wartości, według różnych ocen, 200 mld dolarów.
Jeszcze bardziej szokująca jest nagła i zasadnicza zmiana systemu działania państwa w Ameryce. Prawo zawsze było tam obszarem, w którym rządzący nie eksperymentowali, bo skutki jego naruszeń następowały szybko i brutalnie. Teraz Donald Trump skutecznie daje do zrozumienia, że „państwo to ja” i podejmuje działania, które jeszcze niedawno skutkowałby natychmiastowym usunięciem go z urzędu. Tempo bogacenia się rodziny prezydenta jest imponujące bądź przerażające, zależnie od punktu widzenia tych mechanizmów. W ciągu roku przybyło jej 7-8 mld dolarów. Na pewno rodzina Trumpów nie klepała biedy w czasie jego ponownego wyboru na prezydenta, ale taka dynamika powiększania majątku musi budzić liczne pytania. Nigdy przedtem nie widziano takich cudów finansowych w Białym Domu. Jak do nich doszło? Zachęcam do lektury naszego tekstu.
Sporo w tym wydaniu piszemy o pieniądzach. Miliardy dolarów, które zarobi FIFA na Mundialu 2026 też budzą liczne wątpliwości. Zaczyna wyglądać na to, że coraz częściej władza oznacza drogę na skróty do ogromnych pieniędzy. Bez oglądania się na nic. Prawo jest ignorowane, dobre obyczaje – zapominane, brak elementarnej rzetelności i zwykłego wstydu. Ciężkie nastały czasy. Żeby przypomnieć, kiedy było lepiej, proszę zamówić książkę „Zwycięstwo”, opisującą naszą narodową mądrość i szlachetność. Jak też zaprenumerować High Living, bo to jest podstawa naszego utrzymania w świecie ginących tytułów prasowych.
Życzę wszystkiego najlepszego,
Tadeusz Jacewicz



