Wiele zmieniło się w sferze moralnej i etycznej polityki. Jeszcze w latach 80. ub. wieku premier Margaret Thatcher twardo żądała od swoich ministrów i innych oficjeli, obecnych na oficjalnych przyjęciach na Downing Street 10, żeby płacili za konsumpcję. W odniesieniu do tego, co tam serwowano, liczono bardzo słono. Bywałem tam przy różnych okazjach.
Oferta na tych przyjęciach była zawsze rozpaczliwie marna, do tego trzeba było mieć niezły refleks, żeby cokolwiek uszczknąć z tac poruszających się błyskawicznie kelnerów. Danie główne stanowiła mielonka zapieczona w cieście, nazwana Shepherd’s Pie. W restauracjach taka buła była podawana w całości, u pani premier krojono ją na drobniutkie fragmenty, które trzeba było pojedynczo zdobywać. O drinkach już nie wspomnę. Gin and tonic składał się wyłącznie z wody. …



