Trzydzieści pięć lat to mało i bardzo dużo. Paradoks? Niekoniecznie. Wszystko zależy od perspektywy. Z jednej strony mówimy, że historię piszą wieki. Z drugiej, że czasem wydarzenia przychodzą tak szybko, że trudno za nimi nadążyć. I wówczas nagle przyspiesza wszystko dokoła. Potem dopiero, gdy się przetoczą, ktoś zauważa – to był przełom. Jak ten między latami 1988 i 1992. Ruszyła wtedy lawina zmian, dzięki której dotychczas zamknięty świat nagle się otworzył.
To był czas wielkich słów i bardzo zwyczajnych problemów. Mówiono o transformacji, wolnym rynku, prywatyzacji, przedsiębiorczości, kapitale i konkurencji. A jednocześnie trzeba było szukać pieniędzy, tworzyć i utrzymywać miejsca pracy, zdobywać nowych klientów i rozumieć przepisy, które potrafiły zmieniać się szybciej niż w kalejdoskopie. Wiele firm wtedy powstawało, a jednocześnie wiele znikało.
Czas to wielkie i małe fale. Zupełnie jak na morzu. Mówimy zresztą morze czasu. I wiemy, że ono nigdy nie stoi. Czas zawsze płynie. Już to pozwala spojrzeć na tę rocznicę z morskiej perspektywy. Łatwo więc będzie używać słów, które łączą oba te wymiary: czas i przestrzeń, a z nimi pamięć i ruch, historię i drogę, która wiedzie do przyszłości. …



