Komunikaty z frontu walki z wirusem są zmienne, ale poprawia się ogólny nastrój. Wkrótce zaczniemy podróżować, mądrzejsi o doświadczenia z pechowego 2020 roku i bardziej skłonni do rozsądku w życiu. Trzeba zeń korzystać racjonalnie i bezpiecznie, ale nie odkładać niczego na przyszłość, bo z tą może być różnie.

Zapraszam więc na narty do Marbelli. To nie pomyłka, która wzięła się ze słuchania słynnej piosenki świątecznej „White Christmas”. Grają ją już od końca listopada na okrągło w Marbelli i na całym śródziemnomorskim wybrzeżu. I nie było to całkiem bezzasadne, bo na początku grudnia widziałam kilka osób opuszczających słynny hotel Marbella Club w strojach narciarskich. Wyjeżdżali do okolicznego pasma górskiego Sierra Nevada, które jest alpejską enklawą, oddaloną od kwiatów i wybrzeża ciepłego morza zaledwie o 2 godziny komfortowej jazdy samochodem.

Hiszpanie, którzy 60 lat temu uznali turystykę za strategiczny dział gospodarki, poważnie podeszli do sprawy. Powstał kurort narciarski Sierra Nevada Natural Park. Na 140 tysiącach hektarów znalazły się najwyższe góry Półwyspu Iberyjskiego, z liczącą 3482 metrów Mulhacén. Trzy bardzo wygodne drogi prowadzą do tego hiszpańskiego Zakopanego. Sezon narciarski trwa od grudnia do kwietnia, a warunki narciarskie i dobre utrzymanie tras obiecują emocje wszystkim: od wyczynowców po pionierów, którzy tutaj pierwszy raz przypinają sobie narty. Jest to kurort narciarski położony najbardziej na południe w Europie, z największą oczywiście liczbą dni słonecznych.

Trasy narciarskie mają łącznie ponad 115 kilometrów, jest ich w sumie 120. Wielką atrakcją i zaletą jest położenie nartostrad – niemal wszystkie rozlokowane są na wysokości od 2100 do 3300 metrów. Jest tutaj wszystko, czego można oczekiwać zimą, myśląc o nartach. Doskonały jest  stan zjazdów, serwis techniczny, kolejki linowe, wyciągi, które przerzucają w ciągu godziny 50 tysięcy narciarzy. Wiele kilometrów wymanikiurowanych tras, żeby nie było w nich najmniejszych ubytków śniegu; dba o to górska artyleria 350 armatek śniegowych.

To jest Hiszpania, więc wybór przyjemności stołu mamy imponujący. Jeśli ktoś uznałby, że w kulinarnych ofertach czegoś brakuje, może „skoczyć” do odległej o 32 km Granady. Miasto z bardzo luksusowymi hotelami jest naturalnym zapleczem tych miniaturowych Alp w Hiszpanii.

Narty przez całą zimę to tylko dodatkowy argument, żeby mieć własny apartament czy willę na południu Hiszpanii. Wspomniałam strategię rozwijania turystyki, którą Hiszpanie bardzo systematycznie, cierpliwie i mądrze stosują. Dla ściągnięcia ludzi z Europy (a także, coraz częściej, z innych obszarów świata, np. USA) nie wystarczą przepiękne widoki, ekscytujące połączenie morza i gór, kwiaty wokół przez cały rok i łagodna śródziemnomorska pogoda. Ludzie przyzwyczajeni do luksusowego życia u siebie w domu chcą mieć podobne warunki tutaj. Zostały więc stworzone i są nieustannie utrzymywane na bardzo wysokim poziomie.

Pomijając gastronomię, która na południu Hiszpanii jest chyba najbardziej zróżnicowana i ekscytująca w Europie, wszystko składa się na spokojną, bardzo wygodną i bezpieczną egzystencję. Świetna jest opieka medyczna, a lokalne szpitale wytrzymują międzynarodową konkurencję. Wielojęzyczne szkoły zapewniają kształcenie dzieciom i młodzieży, a dobrze rozplanowana sieć lotnisk ułatwia łatwą komunikację. Nie mogę nie wspomnieć o sieci drogowej, która w tym górzystym kraju jest po prostu doskonała.

Co tu dużo mówić, zapraszam do wizyty, w której chętnie będę przewodnikiem. Sama bardzo lubię to miejsce i szczerze polecam je wszystkim. Viva España.

Kasia Ford


Poprzedni artykułNumer 85
Następny artykułWina do polskiej gęsiny