Zapożyczyłam tytuł z angielskiej gazety, która ostatnio wpadła mi w ręce. Jest wyjątkowo trafny. W oryginale to brzmiało „Spain: it is time to buy now” (Hiszpania: teraz trzeba kupować). Dla Brytyjczyków, którzy przeżywają huśtawkę nastrojów związanych z brexitem, dylemat jest oczywisty. Niektórzy posłuchają rad gazety i kupią nieruchomość w Hiszpanii. Inni, którzy są już właścicielami, będą usiłowali sprzedać swój apartament czy dom. Nikt bowiem nie wie dokładnie, na jakich warunkach i z jakimi skutkami dla Brytyjczyków ich kraj opuści Unię Europejską. Pewnie nie dojdzie do tego, ale pojawiają się pogłoski, że Brytyjczycy, jako Europejczycy „pozaunijni”, będą mieli pewne utrudnienia w korzystaniu ze swoich nieruchomości hiszpańskich. Odważni więc kupują, rozważni i ostrożni  sprzedają. Jest spory „angielski ruch” na rynku nieruchomości.

Na razie Hiszpania powoli otwiera wrota dla ruchu turystycznego. Trochę skrzypią po trzech miesiącach nieużywania, ale początek został już zrobiony. Coraz więcej samolotów ląduje i startuje z Malagi, Alicante i Walencji, coraz częściej w restauracjach i sklepach słychać języki inne niż hiszpański. Miejscowi mieszkańcy mają ogromne zdolności szybkiego przystosowywania się do zmiennych warunków życia i korzystania z niego pełnymi garściami. Jakiekolwiek utrudnienia w ruchu czy zachowaniu w miejscach publicznych jeszcze pozostaną, wkrótce wszystko wróci do normy. A wtedy ograniczani przez kilka miesięcy ludzie szybko nadrobią to, co mieli utrudnione lub zakazane wcześniej. Hiszpania będzie jeszcze piękniejsza, jeszcze bardziej przyjazna i radosna niż przedtem.

Powrócę jeszcze do tytułu i spraw zasygnalizowanych na początku tego tekstu. Każdy stan niepewności rynkowej niesie pewne zagrożenia lub stwarza dodatkowe możliwości. Na rynku nieruchomości zagrożeń nie widzę żadnych. Południowe wybrzeże Hiszpanii nie zostanie wydłużone. Nikt nie wybuduje sztucznych wysp na morzu, jak to uczynili w Dubaju. Jednym zdaniem – ziemi już więcej nie wyprodukują. Za to w Europie Środkowej i Północnej przybędzie ludzi z pieniędzmi i z rosnącymi wymogami co do jakości życia i atrakcyjności wypoczynku. Jest ich już mnóstwo na południu Hiszpanii. Wkrótce będzie ich więcej. W tym także Polaków, co stwierdzam z wielką przyjemnością.

Jeszcze kilka lat temu na kupno nieruchomości w tym najpiękniejszym zakątku Europy decydowały się tylko najbardziej energiczne, nieliczne osoby z rozwiniętym duchem poszukiwania nowych wrażeń i obszarów. Mimo że byliśmy w Unii, kupno własnego miejsca pod słońcem wydawało się obarczone pewnym ryzykiem. Teraz jest jasne dla wszystkich, że nie ma żadnego ryzyka i można być właścicielem apartamentu czy willi nad Morzem Śródziemnym równie bezproblemowo, jak mieć dom na Mazurach czy apartament w Sopocie.

W międzyczasie za pierwszymi pionierami poszli inni. Kolonia polska na Costa del Sol rośnie z dnia na dzień. Widuję wielopokoleniowe rodziny na plażach czy restauracjach. Coraz więcej jest inwestorów, którzy wiążą biznes z przyjemnością i kupują nieruchomości na wynajem. Dają one rozsądny dochód bieżący (co jest szczególnie atrakcyjne wobec praktycznego braku oprocentowania depozytów bankowych) i gwarantują przyrost wartości kapitałowej. Albowiem, jak często przypominam, bo warto o tym pamiętać, działek budowlanych w najlepszych lokalizacjach nadmorskich więcej już tutaj nie produkują.

A klientów przybywa. Nieruchomości do wynajęcia są właściwie w komplecie zajęte do końca września. Ceny trzymają się sztywno i tylko w nielicznych przypadkach udaje się wynegocjować do 5 proc. opustu od stawki cennikowej. Ten sezon zapowiada się więc jako wyjątkowo udany. W przyszłości też powinno być podobnie, bo koncepcja wyprawy na inną półkulę dla spędzenia dwutygodniowego urlopu wydaje się tracić atrakcyjność.

Bardzo zachęcam polskich inwestorów do kontaktu, a później przyjazdu. Hiszpania jest zupełnie wyjątkowym miejscem w Europie. Zagraniczni goście i właściciele nieruchomości witani są z otwartymi rękami. Według niektórych ocen turystyka i dłuższe pobyty cudzoziemców przysparzają Hiszpanii około 25 proc. produktu krajowego brutto. Rząd centralny i władze lokalne dobrze o tym wiedzą, dlatego naprawdę starają się, żeby cenni goście z północy mieli tu jak najlepiej. Poziom obsługi urzędowej czy świadczeń społecznych jest wysoki. I, co też jest ważne, wszystko odbywa się w atmosferze przyjaznego uśmiechu. Trudno więc się dziwić, że Hiszpania wciąż zajmuje pierwszą pozycję w rankingach miejsca do życia i wypoczynku dla Europejczyków. Cieszę się, że Polacy w to uwierzyli i że tak chętnie z tego korzystają.

Kasia Ford


82Arche