„Świat oszalał” – tak jedna z gazet zatytułowała lament nad stanem nastrojów inwestorów finansowych, którzy na potęgę kupują złoto. Cena żółtego kruszcu pobiła rekordy wszech czasów – nie wygląda jednak na to, że doszła już do sufitu. Świat rzeczywiście oszalał, ale nie dotyczy to kupowania złota, bo to jest najmądrzejsze rozwiązanie, jakie można w tym chaosie politycznym, zagrożeniach militarnych i ostrych konfliktach ekonomicznych przyjąć. Czasy są nie tylko niebezpieczne, ale i nieprzewidywalne. Zakup złota nie jest gestem rozpaczy, lecz mądrości. Rzadko się zdarza, żeby reakcje indywidualnych inwestorów, którzy mają prawo być nerwowi, i banków centralnych, gdzie decyzje podejmuje się po chłodnych kalkulacjach wytrawnych ekspertów, były identyczne. Jakkolwiek na to patrzeć, wniosek jest oczywisty. Nadszedł czas złota.

Nieładnie jest się chwalić, ale niedawno, kiedy uncja złota kosztowała 1300 dolarów zachęcaliśmy czytelników, żeby kupili sztabki czy monety i złożyli je na dłuższe przechowanie. Taki zapas daje przede wszystkim wewnętrzny spokój, bo wiadomo, że złoto jest niezawodnym od wielu tysiącleci nośnikiem wartości. To niejedyny argument. Czasami spotykam się z kimś, kto z nieukrywaną satysfakcją mówi: „Wtedy was posłuchałem. Teraz mogę tylko podziękować”. Wszyscy ci, którzy kupili złoto po 1300 dolarów za uncję, dzisiaj mogą ją sprzedać za ponad 5000 dolarów, rzeczywiście mają powody do zadowolenia. Wtedy to była bardzo bezpieczna, a teraz okazało się, że także nader zyskowna transakcja.

Wśród wielkich klientów kupujących złoto, a takimi są banki centralne, sporo międzynarodowych komplementów zbiera Narodowy Bank Polski. Dzięki systematycznym zakupom NBP dysponuje rezerwami 550 ton złota, a to jest warte ponad 300 mld złotych. Co z tego mamy? Sporo, bo ta złota kotwica jest fundamentem stabilności finansowej i bardzo korzystnie wpływa na międzynarodowy wizerunek Polski. To z kolei ma bezpośrednie przełożenie na perspektywy wzrostu gospodarczego kraju. W największym skrócie: dobrze jest, że mamy dużo złota.

Byłoby jeszcze lepiej, gdyby więcej Polaków, w tym tych z najwyższej półki, grało w golfa. Na świecie człowiek, który coś znaczy, ale nie pojawia się na polach golfowych, uważany jest za dziwoląga. W polityce, biznesie, sztuce, kontaktach towarzyskich gra w golfa jest nie tylko sportem, ale i sposobem życia. Będziemy rozwijać się tym szybciej, im więcej z nas to zrozumie i praktycznie zastosuje.

Mrozy ograniczają aktywność, ale nie powinny wpływać na opóźnienia opłacenia prenumeraty magazynu. A na chłodne wieczory lektura książki „Zwycięstwo” jest radosną i rozsądną propozycją. Skorzystajcie z obu.

Wyrazy szacunku, wszystkiego najlepszego

Tadeusz Jacewicz