Wiosna jest porą sporego ruchu w nadmorskich miejscowościach południa Hiszpanii. Myślę nie tyle o zakupach apartamentów czy willi, ile o ich wynajmowaniu. Śródziemnomorskie wybrzeże Hiszpanii przyciąga setki tysięcy przybyszów przedkładających niekrępujący pobyt w wynajętych apartamentach lub willach nad znacznie droższy i bardziej formalny urlop w hotelach. Wprawdzie podają tam codziennie śniadania, ale niewielkie pomieszczenia ograniczają rodzinne pobyty. Poza tym, prawdę mówiąc, trudno jest się rozłożyć w hotelu tak, żeby poczuć się jak w domu. Nie ma tam ku temu ani nastroju, ani warunków.
To są dwie zupełnie różne kategorie pobytu. Najważniejsza jest cena. Słyszałam ostatnio o wynajęciu przez znajomego 200-metrowego apartamentu położonego tuż przy morzu. Kilkuosobowa rodzina zapłaciła 20 tys. euro za cały czerwiec. Gdyby mieszkali w hotelu, potrzebowaliby co najmniej dwóch pokojów po 750 euro za noc każdy, czyli miesiąc kosztowałby ich 45 tys. euro. Hotel nie stwarza oczywiście żadnych warunków do gotowania. W Marbelli i okolicach jest wprawdzie mnóstwo świetnych restauracji, w niektórych ceny są bardzo przystępne, ale czasami człowiek ma ochotę zrobienia sobie krewetek „pil-pil” na świetnej oliwie virgin ze szczodrym dodatkiem czosnku i ostrej papryki.
Właściciel wynajmowanego apartamentu lub domu bądź agencja zajmująca się taką transakcją zapewnia na ogół dwukrotne sprzątanie w ciągu tygodnia. Jakkolwiek na to patrzeć, dla właściciela nieruchomości taki najem jest okazją do zarobienia godziwych pieniędzy. Dla wynajmujących są to wakacje swobodniejsze, bardziej zrelaksowane i znacznie tańsze od pobytu w hotelu. Takie łączenie przyjemności posiadania własnego lokum w pięknej okolicy oraz korzyści płynących z jego wynajmowania w czasie, kiedy się zeń nie korzysta, jest coraz bardziej popularne. Hiszpanie wprowadzili przepisy regulujące w rozsądny sposób tę sferę działania. Wszystko jest lege artis. Najemców przybywa, ceny wynajmu rosną. To jest ten dodatkowy aspekt atrakcyjności zakupu nieruchomości w Hiszpanii, którego na ogół przy podejmowaniu decyzji się nie uwzględnia, a który później okazuje się bardzo atrakcyjny.
W 2025 r. Polacy kupili w Hiszpanii ponad 4100 apartamentów i willi. Jesteśmy na dziewiątym miejscu oficjalnej klasyfikacji państw, z których pochodzą nabywcy. Na czele rankingu są ciągle Brytyjczycy, którzy w wyniku wyjścia z Unii Europejskiej nie mają już tyle przywilejów co my, ale kochają Hiszpanię i godzą się na różne utrudnienia. Za nimi są Holendrzy i Niemcy. My z kolei w tym rankingu wyprzedzamy Chiny i Szwecję. Dobrze to świadczy o umiędzynarodowieniu naszych ambicji i możliwości, bo jeszcze kilka lat temu w takich rankingach w ogóle nie występowaliśmy.
Ceny nieruchomości w Hiszpanii rosną, a ich zakup, szczególnie w Marbelli i okolicach, jest, poza wszystkim, świetną inwestycją finansową. Widać to szczególnie teraz, kiedy wielu Europejczyków uznaje Hiszpanię za bezpieczną, bardzo atrakcyjną klimatycznie i życiowo enklawę, odległą od napięć i konfliktów. Położenie geograficzne tego kraju, klimat, przyjazne nastawienie władz i ludności oraz specyficzna, bardzo przyjemna atmosfera życia działają jak magnes. Zachęcam Polaków, żeby pomyśleli o rozszerzeniu swoich możliwości urlopowych i zróżnicowaniu opcji inwestycyjnych. Z wielką chęcią, bezpiecznie i profesjonalnie im w tym pomożemy.



