Można nie chwalić czynów i nie podzielać poglądów Donalda Trumpa, ale to, że urzędujący prezydent USA jest zapalonym golfistą, ma wręcz strategiczne znaczenie. Widać, że pole golfowe to dziś miejsce do rozmów o przyszłości świata.
Powiedzieć, że prezydent Trump jest w istocie zarażonym golfem Szkotem, to przesada, ale przecież wiadomo, że matka przyszłego prezydenta USA, Mary Anne z klanu MacLeodów, urodziła się w wiosce Tong niedaleko Stornoway, miasteczka na szkockiej wyspie Lewis. W osiemnastej wiośnie życia wyjechała do Ameryki, poznała urodzonego w Bronksie Freda Trumpa i może to jej geny zrobiły swoje. Nikt tego dokładnie nie opisał, ale zapewne było tak, że Fred, nowojorski deweloper, członek kilku klubów golfowych, zabrał syna raz i drugi na pole. Dziecku się spodobało i już w latach 60. minionego wieku Donald poczuł golfowy szkocki zew albo po prostu szybko, także dzięki presji ojca, zrozumiał, że ta gra w przyjemny sposób otwiera furtkę do poznawania ważnych osób i zarabiania poważnych pieniędzy. …



